🤔 Agile inaczej rozumie odpowiedzialność?


– No dobrze, Mariusz – zagadnęła mnie pewna liderka – mówisz, że agile to zespoły, które same organizują swoją pracę. Wszystko fajnie, ale jeżeli zespół „nie dowiezie” projektu, kto za to beknie?

Tak wielu liderów bardzo często rozumie odpowiedzialność. Jest ktoś, kto „za coś beknie”. Bo przecież to bardzo ułatwia życie, prawda? I firmie, i zespołowi. Ale taka odpowiedzialność od razu roztacza złą aurę. Przywołuje na myśl różne sankcje, które nam grożą. Budzi lęk.

Odpowiedzialność pozytywna

Współczesne, zwinne przywództwo zakłada trochę inne, bardziej pozytywne rozumienie odpowiedzialności. Takie, które nie napędza lęku, ale generuje poczucie dumy z tego, że coś od nas zależy.

Odpowiedzialność, która dotyczy przyszłości – tych wszystkich możliwości, które są przed nami, i z którymi możemy zrobić coś fajnego i dobrego.

Tradycyjne rozumienie odpowiedzialności oparte jest na założeniu, że każdy odpowiada za siebie, za swoje czyny i jest za nie rozliczany. To nie jest do końca prawda.

Wyobraź sobie, że idziesz przez las. Nagle, w gąszczu paproci słyszysz płacz małego dziecka. Zatrzymujesz się, podchodzisz i dostrzegasz porzucone niemowlę. Nie jest to twoje dziecko ani twoja sprawa. A jednak okoliczności sprawiły, że życie tego dziecka zależy od ciebie… I ratujesz je.

Odpowiedź na wołanie

Takie rozumienie odpowiedzialności jest mi bliskie. Bo nie wszystko od nas zależy. Nie na wszystko mamy wpływ, ale na pewno możemy odpowiedzieć na „wołanie”, które stwarzają nam okoliczności.

Każdy członek zespołu odpowiada za to, żeby dostrzegał pozytywne możliwości w swojej codziennej pracy i to, co może z nich wyniknąć. To nie jest odpowiedzialność za przeszłość, za to, co się nie udało – na przykład popełnione błędy. To jest odpowiedzialność za przyszłość, za to, co dobrego może z niej wyniknąć.

Odpowiedzialność w zespole

W takim zespole, nikt nie musi czekać, aż ktoś podniesie chorągiewkę i da sygnał do działania. Bo ludzie mają poczucie sprawczości.

Oczywiście, taka postawa nie pojawia się w zespole od razu. Dużo zależy od jego liderki lub lidera, i tego, jakie środowisko pracy stworzy.

Jeżeli jest to środowisko „pociągania do odpowiedzialności” – nie ma się co dziwić, że ludzie nie podejmują inicjatywy i okopują się w swoich „kryjówkach”.

*

Dużo o tym ostatnio myślałem. Jest jasne, że samoorganizacja zespołu musi być połączona z odpowiedzialnością, bo inaczej zamieni się w „rządy autokratyczne”, jakąś arbitralność. Ale samo rozumienie odpowiedzialności też jest ważne. Bo można osiągnąć skutek zupełnie przeciwny od zamierzonego.

Różnica będzie zależała od tego, gdzie jako lider_a postawisz akcent. Czy skupisz się na rozliczaniu i sankcjach, czy stworzysz atmosferę do „brania spraw w swoje ręce”, z myślą o przyszłości.

**

Daj znać, co o tym myślisz. Do którego pojęcia odpowiedzialności jest ci bliżej? Którą odpowiedzialność promujesz i rozwijasz w swoim zespole?

Pozdrawiam zwinnie ;)

PS: Na koniec, delikatna przypominajka o moim kanale na YouTube. Ta magiczna liczba 200 subskrybentów (w którą celuję) otworzy nowe przede mną zupełnie nowe możliwości! Jeśli jeszcze nie ma Cię wśród obserwujących kanał, zasubskrybuj mnie, proszę. 🙏

Znamy się już jakiś czas – przecież wiesz, że kaszany tam nie będzie. 😉

Przesyłam wdzięczność! 💛

Hej! Tu Mariusz – twórca Zwinnego Newslettera.

Poniżej znajdziesz kilka ostatnich wydań newslettera. Rzuć na nie okiem w wolnej chwili i daj się zainspirować.

Read more from Hej! Tu Mariusz – twórca Zwinnego Newslettera.

Za oknem zima. Mróz. Rano wychodzę na ulicę i widzę, jak oddech zamienia się w parę. Taka pogoda sprawia, że chce się zostać w domu. Napić kawy z kardamonem. Posłuchać skandynawskiego jazzu. Pogadać z kimś bliskim. W zimie zawsze przypomina mi się pewna historia. Opowiadał ją Schopenhauer – filozof, którego bardzo sobie cenię. I jest to opowieść o jeżach. W zimny dzień grupa jeży próbuje się ogrzać. Podchodzą bliżej i kłują się nawzajem kolcami. Odskakują. Za chwilę jest im znowu zimno, więc...

Wczoraj byłem z przyjaciółmi na wystawie „Henri Matisse” w Tichauer Art Gallery w Tychach. Jak zwykle się nie zawiodłem. Trafiłem tam na litografię La Danse – graficzną wersję słynnego obrazu Matisse'a z 1910 roku. Pięć czerwonych postaci tańczy w kręgu na tle niebieskiego nieba i zielonej ziemi. Symbol radości, jedności, wyzwolenia. Henri Matisse, Dance (1909-1910) Ale najbardziej zaintrygowała mnie jedna rzecz – krąg się nie domyka. Dwie dłonie prawie się dotykają. Prawie. Ale nie do końca....

Trafiłem ostatnio na zdanie, które wierci mi dziurę w głowie od kilku dni: „Należy kochać osobę, którą ma się przed sobą, a nie cel, który się dla niej ustanowiło”. Czytam je raz, drugi, trzeci. I za każdym razem coś we mnie pęka. Bo to zdanie dotyka czegoś, co widzę niemal na każdej sesji rozwojowej. Ktoś mówi: „Zależy mi na rozwoju mojego zespołu”. I wierzę, że to jest szczere. Ale kiedy zaczynamy kopać głębiej, okazuje się, że pod tym „rozwojem” kryje się coś zupełnie innego. Obraz....